![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() ![]() |
okiem-kobiety bloguje...2012-01-31 18:57:53sprzątanie Nawala mi laptop. Chyba. Chyba…dobre sobie…to w końcu sprawa 0-1. Albo nawala albo nie. No ale mój mi naprawdę chyba nawala. Postanowiłam zatem zrobić zapasowe kopie co cenniejszych plików. I tak oto natknęłam się na swoje pamiętnikowe zapiski i odkryłam ostatnią notkę, której z nieznanych mi przyczyn nie zamieściłam na blogu 25 sierpnia 2011. A szło to tak:
Tracę kontrolę. Nie panuję nad tym co dzieje się w związku z facetami teraz obecnymi w moim życiu. Wkrótce będę musiała zacząć kłamać – i bynajmniej, nie mam na myśli drobnych niedomówień bo te już niestety uskuteczniam.
Nie wiem jak się w to wpakowałam…nie wiem nawet kiedy… I jestem przerażona. Sęk w tym, że nie przerażają mnie te wszystkie prawdy, półprawdy i gówno prawdy. Przeraża mnie to co zaczynam czuć. A właściwie nie, nie tak… Przeraża mnie to, że tym co czuję obdarzam M.
I jak Bóg mi świadkiem - tak było. Musiałam nieźle lawirować, żeby spotykać/umawiać się jednocześnie z czterema facetami. Oj tak. Szczerze – odradzam. Ale były też pozytywy. Każde spotkanie rozgrywane na granicy kłamstwa zbliżało mnie do prawdy najprawdziwszej. Prostej i banalnej. M. wyrastał na asa. I nieważne jak bym się tego bała, nieważne jak głęboko weszłabym w arytmetykę godzin i lat, których liczyć rzekomo nie należy. Rozumowi i logice przyszło bowiem skapitulować.
I tak oto M. jest mój. I jest C U D O W N Y. skomentuj (0) 2011-08-14 21:04:05 duch Mój stary, poczciwy a przy okazji niedoszły ślubny wczoraj miał wypadek. Przed nim operacja i długa rehabilitacja. Za nim ułamek sekundy nieuwagi i rozwalona nowiuśka (sic!) bryka. Zadzwonił do mnie ze szpitala z prośbą o pomoc. Nie mogłam odmówić, choć mieliśmy przestać dla siebie istnieć. Mieliśmy.
Rozbita jestem strasznie. skomentuj (1) 2011-08-06 19:22:57 i co tu zrobić? Młody, z którym świetnie się bawiłam w podkarpackich klimatach się zadłużył. Zasypuje mnie kwiatami, SMSami, telefonami. Jest uroczy w swej młodzieńczej walce. Na domiar złego jest wysoki, przystojny, odważny, dowcipny, inteligentny, troskliwy, zdał też tajny test pierwszych sekund o kryptonimie ‘czy poszłabym z Tobą do łóżka’. Mało? Ale po prostu, po ludzku wymiękam jak przypomnę sobie ile ma lat. Z prostej matrymonialnej matematyki wychodzi, że mogę się z nim rewelacyjnie zabawić. Cena pewnie wysoka - wspólni krewni i znajomi królika zmieszaliby mnie z błotem i posądzili o totalną ździrowatość. A może by tak w maleńkiej tajemnicy… Hmmm… skomentuj (3) 2011-08-02 18:44:13 było i już nie będzie Było bardzo aktywnie.
Były Bieszczady, była piękna pogoda i było prawdziwe dwudniowe, góralskie weselicho. Wyszalałam się na całego a wszystko za sprawą nieprzyzwoicie młodego mężczyzny. Przyznaję – gdyby nie te drobne siedem lat różnicy, sprawy pewnie zachodziłyby właśnie dużo dalej. Dużo dużo :)
Był zagraniczny kurort i wakacyjny wielbiciel. I znów przyznaję – gdyby nie jego tureckie pochodzenie, sprawy też pewnie zaszłyby dużo dalej.
Teraz znów jest Wawa. I zgniłe kwiaty na balkonie. I woda wylewająca się z donic, z których wypłukało ziemię. I biuro, gdzie wszystko wydaje się obce – nawet komputer zwany osobistym odmawia współpracy, bo hasło nie to, bo poczta się zapchała, bo aktualizacji brak, bo kabel sieciowy się wypiął…
Nie żebym narzekała tylko jakoś tak – wakacji żal… Perspektywy się wyczerpały. A z tym ciężko się pogodzić. skomentuj (3) 2011-07-10 19:22:33 nie nic nie Mogę mówić, mogę prosić a P. i tak swoje. Na moje NIE on z jeszcze większą determinacją odpowiada swoje NIE. Jest tytanem walki. Tej nocy podjął chyba już tysięczną próbę z cyklu ‘co z nami będzie’. I znów słowo NIC zderzyło się z kategorycznym NIE.
Z jednej strony powinnam już dawno zamknąć ten rozdział. Z drugiej tak bardzo go podziwiam za to, że jest fighterem, że się nie poddaje, że wie czego chce. No i oczywiście zupełnie samolubnie - tak szaleńczo łechce mnie, że jest ktoś kto tak bardzo walczy. O mnie.
Szkoda, że tak wiele jest na nie. Odległość, życia i słowa bez pokrycia. Na moje nieszczęście to chyba klasyczny zły facet jest. A tacy kręcą mnie najbardziej. Moja wina, moja wina, moja bardzo wielka wina. skomentuj (2) 2011-07-05 20:54:25 a w sercu... No cóż…doła mam… Tak po babsku, z zachwytu nad wszystkim wpadłam w fazę smutku.
Mam pusty dom. Puste łóżko. Tylko serce pełne. Lęku. Zmartwień. Obaw. Samotności.
Bilans zatrważający. skomentuj (1) 2011-06-28 17:39:15 muuuu Ludowe przysłowia to prawda sama w sobie. Wiec po prostu ryczeć nie można bo wtedy krowa mleka nie daje. Tak właśnie było z piątkiem. Miało być hoho i jeszcze więcej a była, jak to mój kolega Mushroom mawia, dupa blada. Wszystko się bowiem wysypało – mój opóźniony przyjazd, obowiązki P. a co za tym idzie – brak alternatywy i pomysłu. Zamiast cudnego piątku był zatem poniedziałkowy wieczór. Absolutnie banalny. I to by było na tyle. Para poszła w gwizdek a teraz zaczyna się powoli rozmywać. Pozamiatane.
Spędziłam kilka dni nad jeziorem. Żyjemy w absolutnie pięknym kraju wśród fantastycznych ludzi! Naprawdę było uroczo, pysznie i radośnie.
Jutro idę na kolejne randez – vous. Nie znamy się. A ja nie odczuwam nawet najmniejszego dreszczyka emocji… Nie jest dobrze. skomentuj (1) 2011-06-15 20:02:57 postęp Plaża została wzbogacona w wersję plaży na małej wysepce na jeziorze. Dostaniemy się tam łódką. Żegnaj wymiarze sprawiedliwości.
Mam jednak chwilami wątpliwości. Dobrze wiem po co się spotykamy i jest to zgoła odmienne od obyczajności, jaką włożono mi do głowy. Szczerze dla mnie samej, pomijając to całe wypada – nie wypada, to zupełnie nowa sytuacja. Nigdy świadomie nie spotykałam się z kimś, wiedząc, że znajomość jest tak bardzo podszyta głodem ciała. Nigdy świadomie nie spotykałam się z kimś, wiedząc, że w pierwszej sekundzie, w której zostaniemy sami znów mówić będzie tylko cisza.
Wygląda na to, że tym razem szala zdecydowanie przechyliła się na stronę żałować tego co się zrobiło niż żałować tego czego się nie zrobiło. skomentuj (4) 2011-06-13 18:57:21 oby tylko nie areszt W piątek opuszczam Wawę i znikam na kilkanaście dni. Spędzę ten czas w uroczych rodzinnych zakątkach – trochę górek i pagórków, trochę jezior. I moje kochane bąble u boku. Cieszę się bardzo.
P. przeżywa w związku z tym ekstazę małolata. Wie, że będę w zasięgu ręki przez długi czas. Jest radosny, pogodny, spontaniczny. Śle mi setki wiadomości dziennie, dzwoni, planuje. Wiem, że będzie fajnie. I nawet świadomość, że to znajomość z gatunku – bez rokowań – nie psuje mi humoru. Euforia P. się udziela. Dzięki niej wczoraj przeżyłam rzecz niesłychaną. Doznałam najczystszego orgazmu. Krótkiego, płytkiego ale jednak. Lepsza może być tylko rzeczywistość. Wizja plaży, szampana i radosnego, szczerego seksu namalowana jego słowami, ciszą, westchnieniami jest tak cudna, że niecierpliwie odliczam dni do jej spełnienia.
I nawet perspektywa mandatu za: nieobyczajne zachowanie w kwocie 1500 PLN, za palenie na plaży w kwocie 20-500 PLN oraz picie alkoholu w miejscach publicznych w kwocie 100 PLN absolutnie mnie nie przeraża. Wezmę drobne :) Kisses skomentuj (1) 2011-06-10 22:04:29 ON czyli dlaczego nie Chadzam na randki. Umawiają mnie znajomi, umawiam się sama. Część z nich jest spontaniczna, radosna. Część nudna jak flaki z olejem. Dzisiaj zaliczyłam coś pomiędzy. Jest 21:40 a ja jestem w domu. To zapewne najlepszy komentarz.
ON był z kategorii ‘wyższa półka’. Kilka języków obcych, zwiedzony świat, dobra praca. Ale cóż z tego? ON bowiem w życiu nie stworzył związku. Zawsze sam był sobie sterem i okrętem i nigdy nie musiał liczyć się z istotą wyposażoną w jajniki. Efektem czego ON wybrał miejsce gdzie się spotykamy. ON wybrał restaurację do której idziemy. Pomyślałam OK – w końcu lubię facetów konkretnych, którzy wiedzą czego chcą. Ale ON zdecydował również co będziemy jeść i o czym rozmawiać. A raczej o czym ja będę słuchać…No więc poznałam...ooo….dzwoni ON…bla bla bla – bawił się cudownie i czy chciałabym się jeszcze spotkać. Nie!!! Ratunku!!! Na czym to ja skończyłam…No więc poznałam historię życia 35 latka – od narodzin po dzień dzisiejszy. Wszystko na talerzu. Pasjonująca, owszem. Ale nic nie pozostało już do odkrycia. Poza tym – co tu odkrywać? ON oblał bowiem tajny egzamin na wejściu. Banalna sprawa bo tylko jedno pytanie. Zadane sobie samej. Czy wyobrażasz sobie, że możesz pójść z nim do łóżka? Nie. Dziękuję. Kurtyna. skomentuj (0) 2011-06-09 20:02:33 życie jest piękne a ludzie cudowni! W świetle obowiązujących przepisów jestem personą non grata. Bo czasami palę. A palę bo lubię. Każdy ma swoją kokainę.
Kiedyś, czując że mam dość biurowego napięcia mogłam wyjść przed swój biurowiec i popaść w chwilowy letarg. Potem zarządca budynku – ktokolwiek widział, ktokolwiek wie – zabronił mi tego procederu. Chodziłam zatem pod biurowiec naprzeciwko. Ale kolejny zarządca, którego nikt nigdy nie widział ale wszyscy wiemy, że istnieje również zakaz wprowadził. Nic to. I tak sobie radzę.
Stałam dzisiaj schowana w małej uliczce…Minął mnie staruszek o lasce, idący resztką sił. Zniknął za rogiem a ja usłyszałam hałas. Upadł. Zanim dobiegłam pochylał się już nad nim przystojny młodzieniec, oferując swoją pomoc. Starszy Pan odmówił. Spróbowałam zatem ja. Jedyne na co Pan pozwolił to zdjęcie torby, założonej przez ramię (dość ciężkiej bo wypchanej czterema piwami…). Dalszej pomocy stanowczo odmawiał i sam powoli przy pomocy laski stawał na nogi. Z Przystojnym Nieznajomym wymienialiśmy zszokowane spojrzenia…Sytuacja była i dziwna i budująca zarazem. Zatrzymywało się bowiem mnóstwo osób, nawet kierowcy zwalniali i pytali czy nie trzeba pomóc. Wzięłam na siebie obowiązek uprzejmego informowania, że nie, że o ironio wszystko jest OK. Przystojny Nieznajomy pilnował torby, piw i pogiętych okularów naszego podopiecznego. Stawanie na nogi trwało dobre kilka minut, potem torba, kilka kontrolnych pytań czy na pewno nie trzeba udzielić pomocy i Pan jak gdyby nigdy nic powoli odmaszerował.
A Przystojny Nieznajomy pracuje w moim biurowcu. Odprowadził mnie do windy i uroczo zagadywał. Ha! skomentuj (1) 2011-06-08 19:06:24 rzecz o miłości Ślubna afera i refleksje z tym związane wracają chwilami jak bumerang.
Pamiętam z tamtych dni, że bardzo obawiałam się momentu składania samej przysięgi. Wierzę bowiem, że taką deklarację składa się z całego serca, angażując się z absolutną pewnością w każdą najmniejszą sylabę. A ja bałam się, że tego nie poczuję. Że w godzinie zero odtworzę ten fragment niczym funkcję replay.
Nie było mi dane sprawdzić jak jest naprawdę ale wciąż drążę ten temat. P. jako osoba bardzo zaangażowana w organizację całej uroczystości, jako osoba która rocznie widzi setki par na ślubnym kobiercu twierdzi, że prawdziwa, głęboka i szczera love jest widoczna w mniej niż dziesięciu procentach przypadków. C’est la vie? skomentuj (2) 2011-06-06 18:16:24 zła kobieta No dobra. Krótko, konkretnie i na temat.
Z milionów bezmyślnych myśli błąkających się po mych półkulach wyszło mi, że spokojnie mogę wejść w związek oparty na seksie. Głód trzydziestki? Pragnienie bliskości? Obawa przed samotnością?
Aro noł. skomentuj (1) 2011-06-05 20:13:15 topless Pozwoliłam sobie na szaleństwo. Pozwoliłam się pieścić, nieśmiało zrzucając z siebie kolejne części garderoby. Chwila zwątpienia jak zwykle nadeszła przy staniku. Ale co tam… Niech promienie Słońca ozłocą cały mój dekolt. Równomiernie. skomentuj (0) 2011-06-01 20:35:22 to był świat...w zupełnie starym stylu... Podeszła do mnie słodka dziewczynka. Blondyneczka, niebieskie oczka, różowa sukienka, na oko 6-7 lat. - Która godzina proszę Pani? - Słoneczko dochodzi 7 (wieczorem). - O k*rwa…
Siedziałam w jednym z warszawskich ogródków z koleżanką na wieczornym drinku. Trochę plotek, żalenia się na facetów i obczajanie otoczenia. W ciągu godziny naliczyłyśmy siedem cudów metroseksualnego świata. Byli piękni, wymuskani, ubrani z dbałością o detale. Kilkoro miało szale, męskie torebki, wypasione telefony w jaskrawych kolorach. Ale nam było ich żal. Tak po prostu. Biedne chłopięce półprodukty. skomentuj (1) 2011-05-31 19:30:47 ekonomia uczuć Wpadam w zadziwienie. Nie poznaję siebie samej. Przecież jeszcze wczoraj byłam inna…
W uczuciach zawsze byłam zupełnie szalona, nieprzewidywalna, gotowa na wszystko. Zakochiwałam się absolutnie na zbój. Bezwarunkowo. Nie angażując rozumu.
Teraz zadziwiam siebie samą. Teraz myślę, analizuję, kalkuluję.
Mam oto na podorędziu P, który jest totalnie zakochany. Ja, według dawnych miar, również. Ciężko się bronić kiedy poziom nienazwanej, niezbadanej chemii jest tak ogromny, że widzialny. Gołym okiem. Od pierwszej nanosekundy.
A jednak szarpię się, miotam… Czy warto? Czy naprawdę warto? skomentuj (0) 2011-05-29 17:37:54 true, true Kupujemy sobie wszystko a tak naprawdę nie mamy nic.
Dedykacja dla siebie samej. skomentuj (0) 2011-05-28 19:16:56 ptaki, sępy i milion dolarów Balansuję pomiędzy różnymi światami.
Chwilami czuję się jak ptak, którego wypuszczono z klatki a on leci wprost do Słońca, nie bacząc na to, że mogą spłonąć mu skrzydła.
Chwilami czuję się jak padlina, nad którą krąży stado sępów. Niby się interesują…ale to jednak zawsze sępy.
I w końcu chwilami czuję się jak milion dolarów. Radosna, pogodzona, otwarta na ludzi, pełna nadziei, przekonana, że będzie dobrze, że się zdarzy…
Wczoraj byłam ptakiem. Barwną, cekinową królową nocy. Widziałam błyszczące spojrzenia, czułam oddechy na szyi, dłonie wokół talii, silne ramiona unoszące mnie w górę…Wczoraj czułam wolność, muzykę i promienie słońca w środku nocy.
Dzisiaj krąży nade mną stado sępów. P, z którym kompletnie nie wiem co zrobić też wpadł do tego worka. Wszyscy oni chcą złapać dla siebie jak największy kąsek. Nie przeszkadza brak chemii, setki kilometrów, dziesiątki lat różnicy, przepaść poglądów. Padlina to padlina. Trzeba krążyć. skomentuj (1) 2011-05-25 19:46:30 o ironio... Nie sprawdzam o czym pisałam ostatnio. Odbyło się to bowiem kilka żyć temu.
W tamtym życiu byłam zaręczona. W tamtym życiu, podczas gorączkowych przygotowań i podpisywania umów, spotkałam P. Wystarczyło spojrzenie, brak słów i wyjątkowa chemia płci aby zrozumieć, że oto wkrótce na zawsze będę musiała pożegnać się z ułamkami sekund, które poruszają do głębi każdy fragment serca i duszy. Drogę powrotną przepłakałam. Ot takie zamknięcie rozdziału z bezkarnymi porywami serca.
Wtedy tego jeszcze nie wiedziałam ale ten rozdział dopiero się zaczynał. P. po kilku próbach się usunął. Ja zapomniałam. Mijały tygodnie a los zesłał Waszą Wysokość Wątpliwość. Jak na prawdziwą królową przystało – WWW zawładnęła mym marnym żywotem i nijak nie umiałam jej przegonić. Trzeba było WWW przedstawić narzeczonemu. Ale on WWW znał już doskonale. Pozostało zatem pozamiatać kurz, oddać pierścionek i odwołać wszystko – ot tak, za pięć dwunasta. Nie żałuję. Dziękuję D, że stać go było na tak trudną decyzję. Ja stchórzyłabym.
To była pierwsza w życiu wypowiedziana umowa, z której P. się ucieszył. I tak oto natychmiast zawładnął moim czasem. Miliony wysłanych liter, godziny przemilczane w eterze. I spotkanie, które jeszcze zanim się odbyło przesiąknięte było niewytłumaczalnym magnetyzmem. Dworzec, samochód, park, jezioro…wszędzie tam - totalny głód… A wszędzie tutaj - totalny mętlik w głowie…Inne światy, setki kilometrów, inne życia… skomentuj (0) 2010-11-12 10:47:20 nagi instynkt za mniej niż 9,5 tygodnia Aktualnie smarkam na potęgę. Doświadczenie pokazało, że najlepiej spisują się kuchenne ręczniki z owieczką. Cała reszta to pic na wodę fotomontaż. Ale niestety mają jedną wadę – dość ciężko upchnąć je do torebki. Dlatego grzecznie - na mocy L4 - leżę w domciu.
Prace remontowe w wolnym tempie ale jednak brną do przodu. Za kilka dni zobaczę już kolory na ścianach, a większość zamówionych mebli czeka na odbiór. Cudownie. Cudownie odchudzony jest też mój portfel i konto. Dokładając wypad i zakupy w Milano…no cóż – Houston we’ve got a problem.
Skoro o problemach mowa to za kilka dni znów mam show. Grubsza sprawa. Będę mówić bardzo mądre i jeszcze mądrzejsze rzeczy gościnnie na zjeździe tip top szefów jednej ze spółek – ot takich 40 rozbójników ogólnie rzecz biorąc. I co? I jaki ja mogę mieć problem? W CO SIĘ NA BOGA UBRAĆ?
I nie wiedzieć czemu przychodzą mi do głowy dwie filmowe sceny. Kim Basinger i pięknie skrojony kostium, gdy w tle pobrzmiewa „You can leave your hat on” oraz elegancki, klasyczny kok i maleńkie brylanty w uszach, gdy Sharon Stone wystudiowanym ruchem zakłada nogę na nogę. skomentuj (2) 2010-10-06 17:25:49 nanosekunda Czasami tak się dzieje, że najmniejsza błahostka przywołuje zapachy, smaki, uczucia, sytuacje, które kiedyś były naszym udziałem.
Pstryk.
Widziałam dzisiaj oczy. Oprawa, spojrzenie, blask…
I zobaczyłam pasję, głód, pragnienie. Poczułam ciężar ciała, wilgotną skórę i miłosną ekstazę. Poczułam A. skomentuj (2) 2010-10-05 18:35:05 wash&go Wstrząśnięta i zmieszana jestem. Bajk poszedł w odstawkę więc grzecznie na sezon jesień – zima 2010 przeprosiłam się ZTM.
Nie wiem czy to dlatego, że zmysły moje wyostrzyły się po stokroć, czy to dlatego, że chłonę wszystko jak na pierwszym randez vous ale stanowczo stwierdzam, że faceci są B E Z N A D Z I E J N I. Absolutnie nie rokują. Brud, nieświeży oddech, tłuste strąki, brudne kołnierze. Zaniedbani, bez gustu i stylu. I jak zwykle niemęscy. Wygodnie tarmoszący się na idiotycznych plastikowych siedzeniach. Panowie powiadam Wam: Żenada! Mydła i lustra w dłoń. Błagam.skomentuj (1) 2010-10-04 17:29:05 po prostu bida aż piszczy Sprzedałam komplet wypoczynkowy. Nie mam na czym usiąść aby napisać tę notkę. Senk ju. skomentuj (0) 2010-09-23 21:46:09 ohyda ble Bez sensu to był wyjazd. Efektów niet.
Podczas hotelowego śniadania Żółci Ludzie powalili mnie po raz kolejny. Taka oto bowiem Chinka Czikulinka wystąpiła na śniadaniu w ślicznych, twarzowych żółtych wałkach. I dotykała łapskami niemalże wszystko co do bezpośredniego macania z menu się nadawało. Great. Zajęłam stolik z dala od nich. Żeby się nie nakręcać. Ale nie, nie, nie…przecież nie może pójść tak gładko.
Oto przecież spóźnieni współtowarzysze Żółtych Ludzi, którzy zapewne na nocnych harcach spełniali swoje fetyszowskie zachcianki, wkroczyli do sali restauracyjnej - w niemniej gustownych niż wałki – klapkach. A że hormon wieczornych łowów był u kolegów wciąż aktywny rozpoczęli wybieranie stolika od prześwietlenia i szybkiego rankingu gości. Wygrałam.
O żesz qrwa jak oni mlaskają!
skomentuj (1) 2010-09-21 21:16:43 niewolnica Isaura Rozwalili samochód. Seniorita złamała zęba. Zgubili klucze. Seniorowi rodu ukradli polar. A Seniorita zgubiła nauszny klejnot.
Jak Boga kocham. Szczęście życiowe odziedziczyłam po rodzicach. A wszystko to od 15 września po dzień dzisiejszy. No to sobie odpoczną w tym kurorcie, że hej. Wrrrr.
Jutro znów lecę do blondasów. Czyli „Przepraszam, że jestem z Polski i burzę Wasze stereotypy” ciąg dalszy. Show must go on. Nie inaczej.
skomentuj (0) 2010-09-20 20:02:15 ratunku!!! Łiskacz z colą. On zimny i ostry. Ona ciepła i bez werwy. A pasują idealnie. I robią dobrze mojej przyłbicy. Chcę zapomnieć o dzisiejszym dniu. Jabłecznik mnie doszalił. A mamusia mówiła: rude – wredne, staropanieńskie – złośliwe, czepialskie i totalnie nierozumne. Prawda. Uwaliła cały mój projekt. Odwróciła do góry nogami wszystkie założenia. Ale niech będzie jej zdrowie. Z nas dwojga w końcu to ona ta ruda, ta stara i ta samotna.
Potem, jak na perfect house wife przystało, podałam rosół. Pieczołowicie pokroiłam marcheweczkę, natkę pietruszki, ładnie ułożyłam makaron. A ten jełop wciągnął zawartość talerza w pół minuty. Resztki dopił przykładając talerz do ust... Adin. Dwa. Tri.
skomentuj (0) 2010-09-19 20:57:46 brylant, jajeczko i jesień Się zaręczyłam. Albo jak kto woli – zostałam zaręczona. Brylant jak na rozbujałe gusta ryczącej trzydziestki wydaje się skromnych rozmiarów więc ważność tradycyjnego obrządku – o czym każdego dnia przypominam – jest dość ograniczona. Ale ale…pierścień jest śliczny. Całe to halo spowodowało sporo zmian w moim marnym żywocie. Oto bowiem moje staniki, figi, kostiumy, czółenka, mazie, pachnidła itp. itd. muszą dzielić półki z męskimi slipami, garniturami, setkami kabli i gazetami o motorach. Nie są one zadowolone, o nie! Cierpi również kuchnia bo przeca wkładanie brudnych naczyń do zmywarki jest zadaniem nie do ogarnięcia dla przybyszy z Marsa. Ale reszta wydaje się gites. No może poza telefonami, które odbieram setki kilometrów od Wawy z pytaniem typu gdzie są vouchery, mapy, cukier…Luz. No i jeszcze muszę przearanżować mieszkanie. Chce ktoś kupić komplet wypoczynkowy??? Allegro welcome to.
W kwestii spraw bieżących: - temat diety wciąż aktualny – ciekawe czy kiedykolwiek pozbędę się tej obsesji; - szarpnęłam się na laser – daj Boże abym mogła zapomnieć o golarkach i depilatorach raz na zawsze; - zaczynam mieć jazdę na bejbi. Trochę pod wpływem mojego gino, który ostatnio mnie zainspirował, że jajeczko takie ładne i że już czas i że do dzieła, trochę pod wpływem przyszłego ślubnego, który jest zwarty i gotowy a już największą trochę dzięki pewnemu brzdącowi, którego trzymałam w ramionach w pierwszą dobę od narodzin. I kąpałam go jako pierwsza i pępek mu odpadł pod moją opieką. I zasypiał spokojnie w moim łóżku. I pachniał tak jak tylko niemowlaki potrafią. Bierze mnie…
I lata żal. Strasznie żal. skomentuj (1) 2010-05-21 19:41:23 gdzieżeś Ty bywał czarny baranie... Salut! Ca va? Wieki minęły. W tzw. międzyczasie czy niedoczasie (zależy jak na to spojrzeć…) wpadłam w kilka nałogów. Po pierwsze allegro. Masakra. Do dziś biegam na pocztę odbierać przeróżne fatałaszki. Oczywiście wszystko w okazyjnej cenie. Dżizas…rozum mi odebrało zupełnie. Z tych wszystkich ekstrasów może z 2-3 rzeczy się nadają. Ale luz. Za każdym razem po zakończonej aukcji czułam się jak milion dolarów. I jeszcze te maile potwierdzające: gratuluję! wygrałeś aukcję nr…No zupełnie jak trafienie w totka. Niezłe pranie mózgu. Po drugie rozleniwiłam się i przytyłam. Od ferii zimowych jakoś tak sobie szaleję spożywczo. Aktualnie w szafie paczka trufli i kilka gorzkich Lindt’ów czeka na swoją kolej. Oczywiście tych nadziewanych musem czekoladowym i pomarańczą. Nununu…nieładnie moja droga, nieładnie. A po trzecie praca mnie ostatnio doszala. Całkowicie. Te wszystkie greckie tragedie, spadki, paniki, wyprzedaże, pakiety pomocowe, zakazy…Ludzie - jak jeszcze raz mnie ktoś zapyta co będzie to eksploduję! I te wszystkie projekty, ten burdel i chaos informacyjny i siedzenie po godzinach. Dość. Zaczyna mi się lekko ulewać. No ale whatever, whatever. Wiosna niby przyszła. Dlatego mamy deszcze, powodzie i ani widu ani słychu świeżych, aromatycznych polskich truskawek. No ale ale…są już arbuzy. Smak wakacji. Jakoś może przetrwam. No i nadszedł czas na mojego bajka. Śmigam sobie na wystylizowanym miejskim potworze. Mam koszyk na kierownicy, który z ledwością mieści moje gigantyczne torby. Mam też wyregulowane przerzutki – btw serdecznie pozdrawiam tego pana z serwisu przy placu politechniki, który obsłużył mnie poza kolejnością, na cito pomimo istniejących zapisów i jeszcze…przysięgam, że to prawda – za darmoszkę! Czasami wraca wiara w ludzi. Kisses. skomentuj (3) 2010-04-11 21:35:07 ['][']['] ...usiadłam na brzegu wanny i cicho zapłakałam... Pokój ich duszom. skomentuj (2) 2010-02-08 20:44:53 bad girl Pisałam, że wiosna idzie? Pisałam? Jak nic czeka już za progiem. Obserwuję u siebie kolejny symptom: jestem o krok od zadłużenia się. I bynajmniej nie chodzi o kolejny kredyt czy magiczny plastikowy pieniądz. Chodzi o motyle! I obrzydliwie wyuzdane noce. Wstęp już był. Właściwie kilka…I chemia totalnie magiczna. A sny po tych spotkaniach… Wow. Odjazd. I Panie Boże – tak bardzo Cię proszę niech się zrealizuje choć jeden. Choć jeden maleńki. I najlepiej niech będzie to ten gdzie oczy nie widzą. A ciało jest świątynią którą traktuje się z uwielbieniem. I ten gdzie czeka się z drżeniem ciała na finał tej niegrzecznej zabawy… skomentuj (4) |
|